piątek, 14 lipca 2017

Rozdział 36

Witam. 
Przybywam do was po miesięcznej przerwie.
Rozdział nie pojawił się wcześniej, ale miałam 
za dużo na głowie. 
Teraz jest więc mam nadzieję, że się wam spodoba.
Przed wami ślub Pansy i Harrego.

A nowy rozdział powinien pojawić się za dwa tygodnie.
Zapraszam do czytania.



"W arytmetyce miłość jeden i jeden to wszystko,
zaś dwa minus jeden to nic."
Mignon McLaughlin



ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY SZÓSTY
Ślub Pansy i Harrego.




Wybiła godzina szósta rano kiedy w dworze Parkinsonów pojawili się znikąd młodzi ludzie. Chłopcy podtrzymywali się wzajemnie idąc wolno i koślawię. Dziewczyny znajdowały się w lepszym stanie niż koledzy i wciąż rozmawiały o tym co wydarzyło się wieczorem w klubie. Nie mogły się spodziewać, że zabawa w będzie taka ciekawa co dało im pomysł na kolejny wieczór panieński jaki miał się kiedyś odbyć w przyszłości.
Wszyscy weszli do holu i od razu skierowali się do salonu, gdzie miała czekać na nich skrzat z ciepłym posiłkiem i odpowiednimi eliksirami. Przecież dzisiaj musieli być w lepszej formie na ten wyjątkowy dzień przyszłych państwa Potterów. Zjedli wspólnie i korzystając z eliksiru trzeźwości udali się do pokoi gościnnych aby trochę się przespać przed całą uroczystością.


***


Hermione obudziło pukanie do drzwi. Z niechęcią wstała i ruszyła w ich kierunku aby je otworzyć. Na progu jej pokoju stała Brenda. Wpuściła matkę lecz ta nie weszła tylko wręczyła jej czarny pokrowiec, w którym zapewne znajdowała się sukienka druhny. Uśmiechnęła się i podziękowała po czym pomyślała o długiej kąpieli. Miała jeszcze dużo czasu więc czemu sobie tego zabronić. Do szybko napełniającej się wodą wanny wlała ulubione olejki i chwilę później zanurzyła się w gorącej wodzie. Leżała tak przez dłuższy czas rozmyślając o swojej dalszej przyszłości. Bardzo często to robiła. A z każdym kolejnym dniem bała się tego co nadejdzie. Bała się że w końcu Dracon zobaczy jej powiększający się ciążowy brzuszek, a do tego nie chciała dopuścić. Od samego początku postanowiła mu nie mówić i zamierza się tego trzymać. Zamierzała na koniec wakacji opuścić posiadłość biologicznych rodziców i udać się do domu, w którym się wychowywała.
Przybycie domowego skrzata od razu odpędziło od niej myśli. Frelka powiadomiła ją że jest potrzebna jej pomoc w przygotowywaniu siostry i czy mogłaby zejść do bawialni, gdzie znajdowały się kobiety. Kasztanowłosa od razu wyszła z wanny i osuszyła się ręcznikiem. Ubrała letnią sukienkę i wraz z pokrowcem, który przyniosła jej mama zeszła na dół. Zapukała do drzwi i po chwili stała wraz z matką, Pansy i przyjaciółkami. Uśmiechnęła się do wszystkich i odwiesiła sukienkę na przygotowany wieszak. Usiadła na fotelu wskazanym przez Gin i poinformowana co należy jeszcze zrobić.
***


Pansy od zawsze denerwowała się różnymi ważnymi wydarzeniami. Przed każdym egzaminem szkolnym cały dzień potrafiła się trząść i na każdego kto przeszkadzał jej w codziennych czynnościach czy nauce krzyczeć. Tym razem było tak samo. Od powrotu z wakacji nie umiała nawet na chwilę zmrużyć oka. Cały czas myślała o wszystkim i bała się iż może coś się nie udać. Prawie tysiąc razy sprawdzała czy wszystko aby na pewno jest już gotowe i niczego nie zabraknie. Odwiedziła nawet kuchnie pytając o wszystko skrzaty. A gdy tylko wybiła godzina ósma trzydzieści weszła do bawialni wcześniej budząc swoją matkę by ta jej pomogła w przygotowaniach. Jej ciemne włosy zostały podkręcone w loki i zebrane z tyłu głowy uformowane w bardzo luźnego warkocza. W kilku miejscach miała wpięte kwiaty. Makijaż również miała już gotowy. Lekko podkreślone oczy i usta idealnie pasowały do jej wyglądu. Musiała ubrać jeszcze tylko sukienkę i stanąć na ślubnym kobiercu obok osoby, z którą zamierzała spędzić resztę życia. Oczywiście iż się bardzo stresowała ale czy to nie jest normalne w jej sytuacji. Oczywiście pozostałe kobiety cały czas ją uspokajały i wspierały za co była im bardzo wdzięczna.
Poganiana przez ojca, który stwierdził, że to już ta pora została ubrana w suknie. Sama ją wybierała i stwierdziła iż teraz wygląda o wiele lepiej niż wtedy kiedy pierwszy raz miała ją na sobie. Biała długa suknia wpasowała się w jej kobiece kształty. Gorsetowa góra bez ramiączek i lekką koronką pozbawiona dekoltu (nie chciała by jej biust choć niewielki był przez innych widoczny), odcięta w pasie z tiulowym, rozkloszowanym dołem, na którym znajdowała się jedna krótsza warstwa. Na stopy nałożyła dobrane do tego białe buty z odkrytymi palcami i zdobioną szpilką. Była już gotowa. Teraz tylko czekała aż jej druhny wyjdą i poinformują wszystkich iż można zaczynać ceremonie.
Kiedy zabrzmiał marsz weselny wraz ze swoim ojcem ruszyła w kierunku ogrodu, gdzie miała się odbyć cała uroczystość. Pogoda zdawała się świętować razem z nimi. Na niebie nie było ani jednej chmurki co od razu ucieszyło pannę młodą. Szła w rytm marszu patrząc cały czas przed siebie. Kiedy ruszyła kamienną dróżką w stronę altanki myślała, że wybuchnie śmiechem. Na widok swoich druhen uśmiechnęła się przyjemnie. Każda z dziewczyn była tak samo ubrana Hermiona, Ginny i Astoria miały na sobie taką samą zieloną sukienkę sięgającą do kolan z krótkim rękawkiem i kokardą z lewej strony. Miały również takie same czarne sandałki na koturnie i tak samo upięte włosy. Nie sądziła, że wszystkie będą w takim samym stroju. Nie wiedziała co włożą bo takie było ich ustalenie. Obiecały iż się tym zajmą i nie zrobią Pam przykrości swoim strojem.
Wciąż uśmiechnięta podeszła do Harrego i urzędnika udzielającego śluby. Stanęła naprzeciwko ukochanego i wsłuchała się w głos mężczyzny. Z uwagą, ale jednocześnie cały czas skupiona na swoim przyszłym mężu czekała tylko na słowa przysięgi, którą każdy z nich samemu ułożył. Kiedy urzędnik przeszedł do słów o złożenie sobie przysięgi pierwszy zaczął Harry.


-Ja Harry James Potter biorę sobie ciebie Pansy Parkinson za żonę i ślubuję ci miłość i wierność małżeńską. Uczciwość i wyrozumiałość. Pomoc w każdej Twojej potrzebie. Obiecuję chronić cię od wszelkiego zła tego świata. Pomagać kiedy będziesz zdrowa lub chora. Przychylę ci nawet nieba i wejdę nawet dla ciebie do piekła. Przysięgam spełnić to wszystko dopóki nie skończy się nasze życie.
-Ja Pany Parkinson biorę sobie ciebie Harry Jamesie Potterze za męża i ślubuję ci miłość i wierność małżeńską. Uczciwość i wyrozumiałość. Obiecuję wspierać cię w każdej potrzebie. Zawsze dbać o to byś miał każdego dnia uśmiech na twarzy. Będę cię kochać aż po kres mojego życia.


Harry szybko pocałował swoją już żonę i odwrócili się razem do tłumu, który zaczął im klaskać na gratulację. Pani Potter uśmiechała się do każdego mijanego gościa, gdy wraz ze swoim mężem szli powoli wzdłuż stojących zmierzając pod wielki baldachim gdzie znajdował się parkiet oraz długie jak w Wielkiej Sali stoły. Goście zmierzali zaraz za nimi.
Kiedy każdy zajął swoje miejsce został wzniesiony toast za Państwa Potter i podany obiad.
Każdy zajadał się pysznymi potrawami przygotowanymi przez domowe skrzaty. Wszyscy rozmawiali między sobą i nawet nie było nieprzyjemnych sytuacji spowodowanych przez dwie różne grupy gości.
***


Hermiona tańczyła właśnie szybki kawałek z Teodorem. Cały wieczór bawiła się wspaniale. Tańczyła z połową gości, a nawet ojcem Dracona co ją trochę zdziwiło. Nie zamierzała jednak dłużej się nad tym zastanawiać. Cieszyła się szczęściem siostry i swojego najlepszego przyjaciela. Miała nadzieję, że i jej będzie kiedyś dane zatańczyć i bawić się na swoim ślubie. Liczyła kiedyś, że miało by to miejsce w niedalekiej przyszłości lecz bała się tego co może się stać kiedy ucieknie wraz z nienarodzonym dzieckiem. Nie chciała robić sobie złudnych nadziei na wspólne życie jej, Dracona i ich dziecka. Dobrze wiedziała, że chłopak nie chce być ojcem, a ona przykrym obowiązkiem dla niego.
Przerwał jej obiekt jej rozmyśleń prosząc o kolejny taniec. Zgodziła się z przyjemnością, gdyż chciała spędzić z nim jak najwięcej czasu przed swoim ukryciem się.
Tańczyli w rytm rockowej ballady przytuleni do siebie.


-Hermiono dobrze się czujesz? - Zapytał. - Wyglądasz trochę blado.
-Tak – opowiedziała. - Jestem trochę zmęczoną. Zbyt krótko spałam przed ślubem Pansy i Harrego. Chyba udzielił mi się jej stres przedślubny.


Zaśmiała się ze swoich słów. Blondyn zawtórował jej trochę i zaproponował spacer po ogrodach jej domu. Spacerowali trzymając się za ręce i żartując na przeróżne tematy. Lubili spędzać ze sobą czas. Mogli rozmawiać na wszystko. Wspominać czasy szkolne i okres ich nienawiści do siebie. A kiedy zrobiło się już ciemno wrócili do gości. Akurtat w idealny moment na podziękowania młodej pary.


-Kochani proszę o chwilę ciszy. Ja wraz z moją małżonką przed naszym wyjazdem na miesiąc miodowy chcieliśmy zabrać wam kilka minut na naszą przemowę. Usiądźcie to może trochę potrwać.


Goście zaśmiali się na jego żart lecz każdy znalazł sobie miejsce do siedzenia. Kiedy zapadła cisza Pansy przemówiła.


-W pierwszej kolejności chcieliśmy wam wszystkim podziękować za tak liczne przybycie. Mamo, tato – tu zwróciła się do rodziców. - Dziękuję, że wychowaliście mnie na tak odpowiedzialną kobietę. Wiem, ze nie mieliście ze mną łatwo lecz mimo to jestem tutaj dzięki wam. Kocham was. Dziękujemy również Pani Molly i Panu Arturowi Weasleyom. Wszyscy wiedzą, że mój ukochany stracił rodziców przez Lorda Voldemorta, a Państwo Weasley zapewnili Harremu rodzicielską miłości wsparcie. Jestem wam wdzięczna za opiekę nad Harrym i za miłość, którą go obdarzyliście. Jesteście wspaniałymi ludźmi.


Małżeństwo podeszło do rodziców oraz Molly i Artura wręczając im prezenty. Wrócili na swoje miejsce i przemówili ponownie.


-Dziękujemy również nauczycielom, którzy są tutaj obecni wraz z nami. Dziękujemy profesor McGonagall i profesorowi Snapeowi za wsparcie w trudnych momentach w szkole dla każdego z nas.


Im również zostały wręczone prezenty oraz drobne upominki dla pozostałych nauczycieli.
I po raz ostatni tego wieczoru przemówili.


-I na końcu dziękujemy naszym przyjaciołom za każde wsparcie. Za każdy dzień spędzony wraz z nami, za pomoc, pocieszenie w złych momentach. Za śmiech i łzy dzielone razem z nami. Dziękujemy wam każdemu z osobna. Naszym kochanym przyjaciołom. Hermionie za pomoc w nauce, za organizację i jej wielką wiedzę. Draconowi za wieloletnią przyjaźń i zgodę. Ronaldowi za przyjaźń od pierwszej podróży do Hogwartu i za wsparcie dla mnie w każdych chwilach. Blaisemu za dowcipy i śmiech każdego dnia. Dla Ginny za najlepsze upiorogacki i mecze Quidditcha. Astorii za pomoc w wyborach co do mody i nie tylko. Teodorowi za dobre rady. Jesteście dla nas rodziną nie łączącą nas więzami krwi.


I tak samo jak rodzicom i nauczycielom każdemu został wręczony upominek. Uścisków nie było końca. Młoda para ruszyła w stronę podjazdu, gdzie czekał na nich samochód mając ich zawieść na lotnisko. Na ich wspólny miesiąc miodowy.

sobota, 10 czerwca 2017

Rozdział 35

Witam.
Przybywam do was z nowym rozdziałem.
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Nowy powinien pojawić się za dwa - trzy tygodnie.
Zapraszam do czytania.




"Remember all the sadness 
and frustration and let it go"
Linkin Park "Iridescent"


ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIĄTY
Powrót do domu. Wspólne wakacje.


Pociąg ekspres Hogward – Londyn z szybkością mijał pobliskie pola oraz cały krajobraz zmierzając z wszystkimi uczniami w stronę dworca King Cross. W jednym z przedziałów siedziała ósemka przyjaciół. Siedzieli, jedli, śmiali się i rozmawiali o zbliżających się wakacjach.

-A może byśmy się wybrali wszyscy razem na wspólne wakacje? - Zapytała Pansy. - Mamy mały domek nad morzem w Norfolk. Możemy razem spędzić ten czas przed wstąpieniem w dorosłe życie. Co wy na to?
-Taka odskocznia przed ślubem – zaśmiała się Gin. - Kto się zajmie przygotowaniem? Przecież to już za tydzień.
-Już wszystko jest ustalone. Sukienka zamówiona, kwiaty, catering. Tylko listę gości muszę jeszcze dokończyć. Nie chcę brać udziału w końcowych sprawach, którymi zajmie się mama. To co pojedziemy?
-Ja muszę najpierw zapytać się rodziców – powiedziała As. - Jako jedyna nie mam jeszcze 17 lat.
-Ja bardzo chętnie – zgodził się Teo. - Moja matka z siostrą jadą do ciotki do Francji więc i tak siedział bym sam w domu.

Wszyscy zgodzili się do wyjazdu, a Pansy obiecała zaraz po powrocie zapytać się rodziców Astori o zgodę.
Tak do końca podróży planowali co i kiedy zwiedzą czy zrobią na ich wspólnych wakacjach.

⁑⁑⁑⁑⁑⁑

Pociąg powoli zatrzymywał się na peronie 9 i 3/4. Kiedy całkowicie się zatrzymał uczniowie tłumnie zaczęli z niego wychodzić na peron, gdzie czekali już rodzice i rodziny uczniów. Hermiona wraz z Draconem ten ostatni raz przeszli się po całym pociągu sprawdzając czy nie został żaden uczeń, zwierze czy rzeczy osobiste. Następnie zabrali swoje kufry i wyszli z pociągu od razu zmierzając w kierunku swoich rodziców, którzy stali wraz z państwem Greengrass, panią Nott i Zabini. Kasztanowłosa od razu przywitała się słowami „dzień dobry” ze swoimi biologicznymi rodzicami nie wiedząc jak ma się zachować. Została i tak przytulona przez matkę. Poczuła matczyne ciepło i mimowolnie się uśmiechnęła. Wiedziała, że nie może być przecież aż tak źle. Odsunęła się od kobiety i stanęła obok swojej siostry, która od razu powiedziała jej iż rodzice Tori zgodzili się na wyjazd ich młodszej córki. Co obie przyjęły z ulgą, gdyż nie chciały by Teodor był pozbawiony towarzystwa swojej dziewczyny.

-No dzieciaki, czas do domu – rzekł Victor Grengrass.

Przyjaciele pożegnali się między sobą umawiając na poniedziałek. Hermiona jeszcze szybko uściskała Panią Weasley i wróciła do Ślizgonów. Pocałowała Dracona po czym ruszyła za swoją rodziną do wyjścia z dworca. Udali się na pobliski parking, gdzie stało czarne auto, do którego Pansy zaczęła wsidać. Kasztanowłosa zdziwiła się gdyż nie podejrzewała, że czarodzieje czystej krwi mają coś wspólnego z nowoczesnością mugoli. Valentine zapakował kufry dziewczyn do środka po czym wsiadł do pojazdu. Ruszyli w kierunku hrabstwa Kent, gdzie znajdowała się posiadłość Parkinsonów.
Będąc na miejscu w czwórkę wysiedli z pojazdu udali się do środka domu. Brenda – matka Hermiony i Pansy - od razu zaciągnęła starszą córkę w kierunku schodów i długiego korytarza, by po piciu minutach stanąć przy brązowych drzwiach, na których widniało imię kasztanowłosej. Uśmiechnęła się i pytająco spojrzała na kobietę.

-Pansy też taki napis ma – wskazała ręką na przeciwległe drzwi. - Jest tutaj wiele takich samych drzwi i lepiej nie pomylić swojego pokoju. A Twój sama urządziłam i mam nadzieję iż ci się spodoba. Jeśli będziesz chciała coś zmienić nie krępuj się.

Herm weszła do środka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Ściany były w kolorze delikatnego błękitu ze złotym paskiem pośrodku. Pokój miał dwa wielkie okna pomiędzy którymi stało masywne łóżko mogące zmieścić trzy dziewczyny jej postury. Na przeciwko drzwi wejściowych znajdowały się kolejne drzwi. Była pewna, że jedne prowadzą do łazienki, a drugie do garderoby gdyż nie zauważyła żadnej szafy tylko wielkie biurko i toaletkę oraz ogrom półek zapewne na książki, które tak kochała. Postanowiła sprawdził te drugie drzwi. I nie myliła się, za nimi znajdowały się półki, na których starannie poukładane były kolorowe ubrania, buty i torebki. Nie potrzebowała tego wszystkiego. Zawsze mogła powiedzieć to swojej matce lecz nie chciała kobiecie sprawić przykrości. Przecież przez tyle lat o niej nie pamiętała.
Wyszła ze swojego pokoju i ruszyła w poszukiwaniu kuchni, gdzie zamierzała zrobić sobie coś do zjedzenia. Stanęła w holu i nie wiedziała, w którą stronę ma się teraz udać.

-Co się stało Hermiono? - Usłyszała męski głos i odwróciła się w jego kierunku.
-Szukam kuchni – odparła ojcu. - Chciałam sobie zrobić coś do jedzenia.
-Od gotowania mamy skrzaty – powiedział. - Powiedz mi drogie dziecko. Czy zamierzasz się do nas zwracać tak jak dziecko powinno do swoich rodziców?
-Nie oczekujesz zbyt wiele? - Zapytała. - Zawsze mamo i tato mówiłam Grangerom. Zmarli nie dawno i jeszcze nie umiem was nazwać rodzicami. Musicie dać mi czas. Może kiedyś.
-Jesteśmy w końcu nimi. Rozumiem, że musisz się przyzwyczaić ale szacunek w rodzinie takiej jak nasza musi być – rzekł Val. - Nie sprawiaj swojej matce przykrości. A co postanowiłaś z pracą i domem?
-Jeszcze nie podjęłam decyzji. Mam możliwość pracy w Ministerstwie lub innej instytucji. No i Pansy mówiła iż w rodzinnej firmie też mogę pracować. Ale ja zawsze muszę wszystko przemyśleć. Mam jeszcze trochę czasu na podjęcie decyzji.

Ruszyli razem w stronę jadalni, gdzie siedziały już pozostałe kobiety. Herm od razu usiał obok siostry, a Valentine jak przystało na głowę rodziny zajął miejsce na szczycie stołu. A chwilę później skrzaty podały pysznie pachnąc potrawy.

⁑⁑⁑⁑⁑⁑

Blond włosy młody mężczyzna siedział wraz ze swoimi rodzicami i przyrodnią siostrą w jadalni, gdzie spożywali właśnie obiad. Rozmawiali o wynikach egzaminów końcowych. Chłopak miał pięć wybitnych i pozostałe zadowalające. Lucjusz oczywiście stwierdził, że mógł mieć same wybitne. Annie pochwaliła się jednym zadowalającym z historii magii, której nie znosiła oraz pozostałymi wybitnymi. Na co jej brat śmiechem porównał ją do swojej dziewczyny – Hermiony. Został spiorunowany wzrokiem przez swoją matkę i wolał już więcej się na ten temat nie wypowiadać. Bardzo dobrze pamiętał jak to jego ojciec każdego roku porównywał jego oceny z ocenami Granger. Nikt wtedy nie wiedział, że dziewczyna jest czystej krwi i rodzice Dracona ubolewali nad faktem iż córka mugoli miała lepsze oceny od niego. Teraz informacja o pochodzeniu Miony wyszła na jaw i nikt już go nie porównywał do jej ocen.

-Draco powiedz mi – zaczęła Narcyza. - Gdzie zamierzasz składać dokumenty do pracy.
-Jak to gdzie? - odparł Lucjusz. - Ma już zagwarantowane miejsce w Ministerstwie Magii w Departamencie Gier i Sportów.
-Nie będę pracować w Ministerstwie – oburzył się Draco. - Złożyłem już papiery do Munga. Teraz tylko czekam na ich odpowiedź.
-Kiedy zdążyłeś to zrobić? Przecież odkąd zabraliśmy was z dworca jesteśmy cały czas wszyscy razem.
-W pociągu wysłałem – odpowiedział. - A i chciałem was poinformować, że w poniedziałek wraz z moimi przyjaciółmi wyjeżdżam na tydzień na wakacje. Wrócimy w sobotę rano przed ślubem Pansy.

⁑⁑⁑⁑⁑⁑

Weekend po zakończeniu roku minął bardzo szybko i nastał poniedziałek. Ledwie słońce wzniosło się na niebo, a szóstka młodych ludzi szła w kierunku wielkiej posiadłości, przed którą stały już dwie dziewczyny obie ubrane w letnie sukienki.

-Wszyscy już są? - Zapytała Hermiona. - To złapcie się tego pucharka. To świstoklik. Valentine załatwił go nam by było bezpieczniej i szybciej.

Wszyscy złapali przedmiot i chwilę później stali już przed średniej wielkości domkiem. Idąc parami weszli do środka i skierowali się schodami do góry aby pozajmować dla siebie pokoje. Kiedy każdy już zajął pomieszczenie zeszli na dół aby przygotować posiłek oraz zrobić grafik na sprzątanie i gotowanie.

⁑⁑⁑⁑⁑⁑

Przyjaciele siedzieli na pobliskiej plaży opalając się i wylegując. Dzisiejszego dnia zamierzali poleniuchować a wieczorem zrobić sobie seans filmowy.
Hermiona leżała na leżaku z książką w ręku. Lubiła takie spędzanie czasu. Słońce, dobra książka i lekki powiew wiatru. Spojrzała w stronę brzegu morza kiedy usłyszała pisk swojej najlepszej przyjaciółki. Uśmiechnęła się widząc jak czarnoskóry chłopak przerzucił ją sobie przez ramię i wraz z nią wchodząc do wody od razu się zanurza. Zdenerwowana Ruda wyszła z morza i kipiąca złością ruszyła w stronę leżaków i usiadła obok kasztanowłosej.

-Jak ja go nienawidzę – powiedziała Ginny.
-A ja myślę, że jest wręcz przeciwnie – odpowiedziała Hermiona. - Wkurzasz się bo zrobił ci na złość, a ty tego nie lubisz.
-To tylko mały szczegół – odparła Ruda. - Powiedziałaś już rodzicom albo Draconowi?
-Nie, nie powiedziałam i nie zamierzam. Postanowiłam wyprowadzić się do domu Grangerów, zabezpieczę go zaklęciami i nikt tam nie wejdzie. Urodzę dziecko w Londynie, a następnie wyjadę do Stanów. Już wszystko postanowiłam i zaplanowała. I nikt mnie od tego nie odwiedzie. Nawet ty kochana. Tak będzie lepiej.
-Zależy dla kogo lepiej Herm. Wiesz, że tym złamiesz serce Dracona?
-To duży chłopiec poradzi sobie – odpowiedziała Herm. - Mogę cię prosić byś została matką chrzestną do maluszka? Ty i Blasie.
-O czym tak plotkujecie? - Zapytał idący w ich stronę Draco.
-A tak sobie plotkujemy – odparła Gin. - Chodźmy pograć w piłkę. W końcu jesteśmy na wakacjach.

Miona zamknęła książę i z pomocą swojego chłopaka podniosła się i ruszyli w stronę pozostałych grając w piłkę plażową.

⁑⁑⁑⁑⁑⁑

Tydzień minął zaskakująco szybko. Był piątek wieczór. Dziewczyny szykowały się do wyjścia na wieczór panieński. Tak ustalili wszyscy wspólnie. Panie zamierzały udać się do klubu tylko dla kobiet, a panowie postanowili zostać w domu i oglądać filmy oraz grać w męskie gry.
Gotowe dziewczyny ruszyły w stronę miasta, gdzie znajdował się klub. Rozmawiały o minionym tygodniu oraz czekającej ich jutrzejszym ślubie. Żadna nie mogła się doczekać tego wydarzenia. Wszystkie chciały być już po, a w szczególności Pansy, która cały tydzień nie myślała o tym swoim najważniejszym dniu, a dzisiaj była cała w nerwach i co chwilę dzwoniła do matki aby się upewnić iż wszystko jest dopięte na ostatni guzik i czy na pewno niczego nie zabraknie.
Weszły do klubu „GIRL 25” i usiadły przy zarezerwowanym stoliku czekając na drinki i striptizera (pomysł Ginny i Hermiony), o którym Pam nie wiedziała. NO bo to taka niespodzianka od nich. Cały wieczór spędziły na zabawie i popijaniu drinków.

⁑⁑⁑⁑⁑⁑

W domku państwa Parkinsonów czterech młodych mężczyzn siedziało przy stole grając w pokera. Oczywiście grali na pieniądze, ale na biednego nie trafiło i obstawiali wysokie sumy. Harry również stresował się swoim jutrzejszym ślubem i przez co cały czas przegrywał.

-Potter jak tak dalej z Tobą pójdzie to przegrasz cały swój majątek i nie będziesz miał za co utrzymywać swojej rodziny – zażartował Blaise.
-O to się nie martw Diable. Nawet jakbym przegrał tyle to od razu tyle zarobie. Minister zaproponował mi szefostwo biur aurorów. No najpierw muszę przejść szkolenie i mam stołek szefa, nie ma się co więc martwić.
-Takiemu to dobrze – zaśmiał się Draco. - Ja odrzuciłem pracę w Ministerstwi, ale może coś się tam zmieni.
-Koniec gadania, grajmy – powiedział już lekko wstawiony Teodor.

Tak więc grali i pili, jak to mężczyźni. Gdy tylko kobiet nie ma to cały ich rozum poszedł wraz z nimi.


środa, 24 maja 2017

Rozdział 34

Witam.
Przybywam z nowym rozdziałem.
Mam nadzieje, że się wam spodoba.
Kolejny powinien pojawić się za około dwa tygodnie/
Nie przedłużając zapraszam do czytania.






"Jeśli czegokolwiek się nauczyłem w życiu, to tego,
że myślimy czymś więcej niż tylko mózgiem.
Myślimy także ciałem, myślimy odczuwaną miłością
i myślimy naszym poczuciem czasu."

Marcelo Figueray "Kamczatka"




ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY CZWARTY
Zakończenie roku. Informacja.


       Wakacje zbliżały się wielkimi krokami. Cała szkoła żyła już latem i wolnym od nauki oraz codziennych obowiązków. Siódmy rocznik właśnie przygotowywał małą uroczystość pożegnalną dla siebie oraz nauczycieli. Prawie wszystkim było żal opuszczać mury Hogwartu. Nawet nauczycieli ogarnęła dziwna melancholia pożegnania.

                                                             §§§§§§

        Para zakochanych leżała razem na łódce na środku jeziora korzystając z coraz cieplejszych dni. Zajadali się winogronem oraz rozmawiali o swojej dalszej przyszłości.
Draco postanowił zostać magomedykiem. Miał dobre wyniki w nauce no i trochę znajomości (nazwisko Malfoy nada wiele znaczyło). Musiał tylko od razu po otrzymaniu wyników przesłać ich kopię.
Hermiona natomiast jako najlepsza uczennica od czasów samej Revenclaw miała wiele możliwości. Dostała już nawet wiele ofert pracy z różnych instytucji. Nawet sam Minister Magii zaoferował jej stanowisko jako młodszy sekretarz Ministra. Niestety ona sama jeszcze nie wiedziała co chce robić w życiu. Prawdopodobnie na samym początku popracuje trochę w firmie Parkinsonów, gdyż nawet ojciec wysłał jej informacje o miejscu pracy. Wyraził również swoje niezadowolenie co do ostatniego spotkania lecz nie zamierzał robić nic na siłę. Grangerówna jednak była pewna, że i tak będzie o tym rozmowa kiedy wraz z Pam wrócą na wakacje do domu bo pomimo iż są między nimi nieporozumienia to była jedyna rodzina kasztanowłosej. Musiała tylko ze swojego poprzedniego domu zabrać swoje rzeczy zanim zamieszka ze swoimi biologicznymi rodzicami. Dom Grangerów postanowiła zostawić aby móc w późniejszej przyszłości w nim zamieszkać.

-Granger żyjesz? - Blondyn machał ręką przed jej oczami.
-Żyję, żyję – odpowiedziała. - Hmm... Draco...
-Tak?
-Powiedz mi co myślisz o dzieciach? - Zapytała szybko.
-Co cię tak nagle na takie pytania wzięło? - Był bardzo zdziwiony zapytaniem dziewczyny.
-Jestem po prostu ciekawa – odpowiedziała. - Jesteśmy ze sobą już jakiś czas więc chyba mogłabym wiedzieć?
-No możesz zaskoczyłaś mnie tylko. Nie jesteś w ciąży prawda? - Zaprzeczyła kiwnięciem głowy. - To dobrze bo ja nie nadaję się na ojca. Nie umiałby nim być. Ja nigdy nie doświadczyłem ojcowskiej miłości i pewnie takiej nie umiałbym okazać.
-Nie możesz tego wiedzieć – rzekła. -Nie jesteś taki jak Twój ojciec Draco. I masz tak nie myśleć.
-Skończmy ten temat dobrze?

Pocałował ją delikatnie w usta aby odwrócić jej uwagę od tej rozmowy. Bo może i miała rację, ale on wiedział swoje. Objął Herm i siedzieli razem przytuleni do siebie nic już więcej nie mówiąc.

§§§§§§

            Panna Granger właśnie wyszła z toalety i weszła do salonu, gdzie usiadła na fotelu czekając na swoją przyjaciółkę z Gryffindoru. Umówiły się iż pójdą razem do pobliskiej wioski do Miodowego Królestwa w celu zakupienia słodyczy na imprezę z ukończenia szkoły, którą mieli zamiar zorganizować na dzień przed wyjazdem do domu.
Usłyszała pukanie więc zabrała torebkę i ruszyła do wyjścia. Uścisnęła na powitanie swoją przyjaciółkę i razem powolnym spacerem ruszyły do Hogsmead.
Rozmawiały o wszystkim i o niczym. Nawet nie wiedziały kiedy znalazły się na miejscu. Otwierając drzwi uderzył w nich słodki zapach różnorodnych łakoci. Kasztanowłosa lekko się od tego zachwiała lecz weszła zaraz za Rudowłosą. Szybko rozejrzały się po pomieszczeniu i rozdzielając się ruszyły w przeciwne kierunki zabierając różne słodycze w dość dużych ilościach. Podeszły już razem do kasy kładąc wszystko na ladzie.

-Czy coś jeszcze będzie kochaniutkie? - Zapytała sprzedawczyni.
-Tak. Poprosimy jeszcze cały karton czekoladowych żab, fasolek wszystkich smaków – powiedziała Miona. - I bardzo bym prosiła o przesłanie tego wszystkiego do Hogwartu na nazwisko Granger. Jeśli nie ma pani nic przeciwko to poprosimy na piątek.

Właścicielka wszystko zanotowała, a dziewczyny od razu zapłaciły zebranymi od siódmoklasistów galeonami. Na ten pomysł wpadła Pansy, która stwierdziła iż jak ktoś chce jeść czy napić się napoi procentowych (pani dyrektor wyraziła zgodę tylko na niewielką ilość alkoholu) musi zapłacić po 10 galeonów od osoby na zakup tego wszystkiego.
Hermiona i Ginny wzięły na siebie zakup słodyczy. Draco z Blaisem i Teodorem postanowili udać się po alkohol (wiadomo, że będzie go więcej niż wyrażono zgodę). Pansy, Harry i Astoria, która jeszcze do szkoły wróci lecz postanowiła pomóc zajęli się strojeniem Pokoju Życzeń.
Dwie Gryfonki przed powrotem do szkoły postanowiły udać się do Trzech Mioteł na szybkiego drinka. Zajęły miejsce wcześniej zamawiając po kremowy piwie. Kiedy Rosmerta podała szklanki obie upiły po łyku. Herm chciała wziąć kolejnego łyka kiedy ją zemdliło i z prędkością światłą wbiegła do barowej łazienki. Kiedy obmywała twarz do pomieszczenia weszła Gin. Spojrzała na swoją przyjaciółkę z troską.

-Hermiono co się stało? - Zapytała.
-Nic Gin – odpowiedziała. - Ostatnio tylko źle się czuję. Prawie wszystko przyprawia mnie o mdłości.
-Może się czymś zatrułaś? Ja ostatnio też nie czułam się zbyt dobrze.
-Nie wiem wszystko jest możliwe. Chociaż mam obawy, że to jednak może nie być to.
-Co masz na myśli?
-Gin... Ja... Boję się, że mogę być w ciąży – powiedziała szybko. - Miesiączka mi się spóźnia już prawie dwa tygodnie.
-A robiłaś już może test ciążowy? - Spojrzała na nią. - No co? Jeśli ci się spóźnia to trzeba sprawdzić.

      Pociągnęła swoją przyjaciółkę w stronę wyjścia. Teleportowała je blisko dworca King Cross gdzie to było jej znane i ruszyły główną ulicą. To Hermiona poprowadziła je do apteki. Ginny, która pierwszy raz była w takim miejscu przyglądała się wystawom, a starsza z nich podeszła do farmaceutki i poprosiła o test ciążowy. Zapłaciła za niego mugolskimi pieniędzmi, które zawsze miała ze sobą. Wyszły na zatłoczoną już ulicę i wróciły do zaułka skąd mogły się z powrotem teleportować.
         Bardzo szybko wróciły do szkoły i prawie biegiem udały się do łazienki prefektów aby jak najszybciej dowiedzieć się prawdy. Grangerównie trzęsły się ręce kiedy odpakowała test i szybko postąpiła według instrukcji. Usiały na zimnej podłodze w toalecie i czekały na wyniki.

-Musisz w końcu spojrzeć na to – rzekła Ruda po kilku minutach.
-Nie mogę. Nie dam rady.
-Zrób to szybko i bezboleśnie. Jak odrywanie plastra – poradziła starszej.

Prefekt wstrzymała oddech i spojrzała na małą płytkę, gdzie miał znajdować się wynik. Kiedy n niego spojrzała wybuchnęła niekontrolowanym płaczem. Panna Weasley zabrała jej test i sama zobaczyła wynik aby upewnić się w reakcji koleżanki.

-Herm nie załamuj się – rzekła. Wszystko będzie dobrze. Będziesz mamom. Czy to nie brzmi cudownie? Powiesz Draconowi?
-Nie powiem Gin. I ty też nie. Nikomu. Musisz mi to obiecać.
-Wiesz, że to jest nie sprawiedliwe w stosunku do niego. Powinien wiedzieć. Nie możesz wiecznie tego ukrywać w końcu będzie widać.
-Coś do tego czasu wymyślę. Nie chcę by On o tym wiedział. Nie kiedy sam nie chce być ojcem.

Młodsza Gryfonka obiecała nie mówić nikomu. Miała tylko pozwolenie na przekazanie informacji Pasny. Gin wyszła, a Hermiona postanowiła się położyć aby odreagować to wszystko.

§§§§§§

       Rudowłosa dziewczyna szła korytarzem w kierunku jednej z klas, gdzie umówiła się z Pansy. Chciała jej przekazać nowinę i poradzić się co powinny teraz zrobić. Weszła do środka i usiadła na jednej z ławek czekając na Ślizgońską przyjaciółkę. Nie minęło kilka minut a do środka weszła Pam. Młodsza szybko opowiedziała co się wydarzyło i teraz obie siedziały i myślały razem. Pansy powiedziała, że Herm powinna powiedzieć wszystko swojemu chłopakowi, lecz obiecała nie naciskać. Najważniejsze było teraz ich wsparcie dla przyszłej mamy. I oczywiście obie postanowił to tak długo ukrywać by nikt oprócz nich się nie dowiedział.

§§§§§§

       Draco, Blaise i Teodor siedzieli w Trzech Miotłach i popijali Ognistą Whisky. Czekali na swoje zamówienie, które złożyli na alkohol na zabawę z okazji ukończenia przez nich szkoły.

-Już się nie mogę doczekać zakończenia oku. Naszej ostatniej szkolnej zabawie. Będzie fantastycznie.
-Tak wiemy Diable. Nie podniecaj się tak. Zakończymy szkołę i trzeba będzie zacząć dorosłe życie. Szukać pracy, domu. No i w końcu założyć rodzinę by w spokoju się zestarzeć.
-Przestańcie oboje – zaczął Draco. - Póki jesteśmy w szkole nie każcie mi myśleć co czeka nas potem. Póki nie muszę to nie chcę.

Zaśmiali się w trójkę w tym samym momencie, w którym właścicielka baru postawiła przed nimi specjalnie pomniejszone kartony z alkoholem. Jednej postawiła na środku stołu i przyjaciele od razu wzięli się za pakowanie do niego mniejszych.

-Dziękujemy bardzo kochana Rosmerto.

Grzecznie podziękowali i zapłacili. Ruszyli z powrotem do szkoły. Szli i rozmawiali wspominając poprzednie lata aż w końcu znaleźli się przed wielką bramą szkoły. Kilka minut później weszli do środka budynku i rozdzielili się każdy w swoim kierunku.
Blondyn, który jako jedyny szedł na górę zobowiązany dostarczyć alkohol do Pokoju Życzeń, gdzie już w ten piątek miała odbyć się pożegnalna impreza dla siódmoklasistów.
Szybko pokonał kondygnację szkolnych schodów i stanął przed obranym celem, w tym samym momencie, w którym jego przyjaciele właśnie z niego wychodzili. Wstawił karton do środka i wraz z dziewczynami zszedł na dół udając się do swojego dormitorium.
Chciał trochę czasu spędzić ze swoją dziewczyną więc od razu po wejściu do salonu Prefektów udał się do jej pokoju. Bez pukania wszedł do środka i spojrzał na łóżko, na którym spała Hermiona. Postanowił więc najpierw wziąć szybki prysznic. Tak też zrobił i kilka minut później był już z powrotem. Dziewczyna nadal spała, a zbliżała się noc więc postanowił jej nie budzić tylko szybko i delikatnie rozebrał ją zostawiając bluzkę i bieliznę. Położył się obok niej i nakrył ich puchową kołdrą.

§§§§§§

Severus Snape wraz z Minerwą McGonagall siedzieli w gabinecie dyrektora rozmawiając na temat swoich podopiecznych kończących siódmy rok. Siódmy i ostatni. Oboje byli pod wrażeniem wyników testów, które pisali na zakończenie roku. Wszyscy zdali na powyżej oczekiwań jako najniższą ocenę co oboje profesorów uznało za wielki sukces.

-Najwyższe oceny jak mniemam otrzymała panna Granger? - Zapytał Sev.
-Ależ oczywiście – odpowiedziała Minerwa. - Panowie Malfoy i Nott również zajęli podjum. W pierwszej dziesiątce znaleźli się również Pan Potter, Zabini, panna Weasey, Parkinson, Bones obie panny Patil. Niestety najsłabiej poszło panu Weasleyowi oraz Goylowi same powyżej oczekiwań. Ale wyniki i tak są najlepsze odkąd tutaj pracuje Severusie.
-Nie spodziewałem się Pottera w pierwszej dziesiątce. Ale masz rację są bardzo wysokie. Nawet sam Minister Magii wysłał osobistą wiadomość z zadowoleniem i postanowił tą dziesiątkę wyróżnić i zapewni im staż w wybranej instytucji.
-To miło z jego strony – zauważyła kobieta. - Wiadomo co wybiorą pan Potter i Malfoy. Oboje już od dawna zdecydowali o swojej karierze.
-O tak auror i magomedyk to poważne zawody w naszym świecie. Już jutro zakończenie. Trudno mi to przyznać ale będzie mi brakować tego rocznika. Nie jestem sentymentalny, ale on najbardziej zapadł w pamięci. Te wojny Ślizgońsko – Gryfoskie. No i to, że zakończyli ten spór pomiędzy domami co mnie bardzo zdziwiło.
-Właśnie zaprzeczyłeś swojej sentymentalności Severusie – zaśmiała się kobieta. - Nie chcę cię wyganiać ale pora już chyba iść spać.

Czarnowłosy mężczyzna opuścił pomieszczenie udając się do swoich komnat na spoczynek.

§§§§§§

       Słońce przedzierało się do środka Wielkiej Sali, gdzie stali wszyscy uczniowie czekając na przemowę swojej pani dyrektor. Stali rocznikami w rzędach. Nie było między nimi podziału na poszczególne domy dzięki zgodzie pomiędzy wrogimi domami.
Weszła Minerwa wraz z Kinglseyem Ministrem Magii. Stanęli przy mównicy i spojrzeli po zgromadzonych uczniach i zaczęła swoją tradycyjną przemowę. Podsumowała ostatni rok szkolny. Stopnie poszczególnych roczników oraz ich osiągnięcia. Jaka dumna jest z wyników egzaminu końcowego siódmoklasistów.
Następnie przed mównicą stanął Minister gratulując ukończenia kolejnego roku oraz ogłosił informację o możliwości stażu zafundowanego przez Ministerstwo najlepszej dziesiątce ostatniego roku.

-Tak więc zapraszam tutaj do siebie Hermionę Granger, Teodora Notta, Dracona Malfoya, Ginevre Wealey, Pansy Parkinson, Harrego Pottera, Blasiego Zabiniego, Parvati Patil, Susan Bones i Padme Patil. Całą ta dziesiątka uczniów miała najwyższe wyniki od kilkunastu lat dlatego jak już wspominałem mają możliwość półrocznego stażu w wybranym przez siebie Departamencie lub instytucji podlegającej Ministerstwu. Na podjęcie decyzji macie czas do końca wakacji by o września zacząć już staże.

Skończył mówić i wręczył każdemu dyplom oraz wyniki egzaminu i dokumenty które muszę wypełnić przed rozpoczęciem stażu.
Studenci wrócili na swoje miejsca czekając na oficjalne zakończenie roku.
Kiedy każdy otrzymał wyniki opuścili Wielką Salę i udali się do swoich dormitoriów aby spakować się i w przypadku siódmych klas oraz kilku wyróżnionych uczniów przygotować się do pożegnalnej imprezy.

§§§§§§

      Wieczór nastał szybciej niż lot Hipogryfem. Kasztanowłosa siedziała na łóżku z ulubioną książką w ręku. Nie zamierzała szykować się na wieczorną zabawę. Odkąd dowiedziała się, że zostanie mamą nie miała na nic ochoty. Oczywiście nikt prócz Ginny i Pansy o tym nie wiedziały. W towarzystwie, a zwłaszcza przy swoim chłopaku udawała iż wszystko jest w porządku. A gdy była sama snuła plany na przyszłość.
Jej rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi. Podniosła się z wielką niechęcią w wpuściła do pokoju swoją siostrę.

-Przyszłam po Ciebie – rzekła Czarna. - Dlaczego nie jesteś jeszcze gotowa. Zabawa zaczyna się za dziesięć minut?
-Nie mam ochoty iść na tę imprezę – odpowiedziała. - Źle się czuję Pam.
-Głupoty gadasz. Weź odpowiedni eliksir i chodź. To nasza ostatnia wspólna impreza z tymi wszystkimi ludźmi zanim wstąpimy w dorosłe życie. Przecież nie musisz pić alkoholu tylko dobrze się bawić i na jakiś czas zapomnieć o ciąży. Proszę cię Hermiono.

Po bardzo długich namowach panna Granger została wciśnięta w elegancką sukienkę. Włosy miała rozpuszczone i wyprostowane, a makijaż delikatny podkreślający urodę. Pansy postawiła na spódniczkę i top. Miała również delikatny makijaż i mały kok na środku głowy. Gotowe dziewczyny udały się na siódme piętro. Spóźnione weszły do środka i od razu skierowały się w kierunku swoich przyjaciół.

Uczniowie śmiali się, bawili i zajadali różnymi smakołykami. Do swoich sypialni rozeszli się na dwie godziny przed śniadaniem i wyjazdem do domu. 






sobota, 6 maja 2017

Rozdział 33 cz. II

Witam.
Przybywam do was z nowym rozdziałem. 
Mam nadzieję, że się wam spodoba.
Kolejny powinien się pojawić za dwa tygodnie.
A ten rozdział dedykuję Gwiazdeczce, która czyta moje wypociny
i ma czas skomentować prawie każdy post.
Dziękuję Ci, za te komentarze, które są niezłym 
motywatorem do dalszego pisania.




"(...) ludzie mają wrodzony talent do
wybierania tego, co dla nich najgorsze."
J.K. Rowling


ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI cz. II
Egzaminy. Impreza. Zwierzenia.


                Zszedł na dół kierując się w stronę boiska, gdzie miał się odbyć ostatni trening Quidditcha przed wielkim meczem Gryffindor – Slytherin. Cała drużyna stała już na boisku. Przywitał się i poprowadził trening, który okazał się zbędny, gdyż zawodnicy byli już bardzo dobrze przygotowani i bez najmniejszego problemu wykonywali wszystkie ruchy z jego taktyki.
Kończąc trening uznał, że może w końcu pokona Pottera i to jego drużyna w tym roku zdobędzie Puchar Quidditcha. Uśmiechnął się wracając z Balsiem, Teodorem i Astorią do zamku.

***

                   Kasztanowłosa dziewczyna obudziła się, gdyż słońce skutecznie przeszkadzało jej w dalszym śnie. Zaraz, zaraz. Dlaczego świeci mnie słońce? Przecież zasypiałam w salonie wraz z Draconem, a tam przecież nie ma okna. Szybko otworzyła oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Stwierdziła iż znajduje się w swojej sypialni. Zastanawiała się dlaczego tutaj się właśnie znajduje. Przecież się nie przenosiła, a nawet jeśli to pewnie by się od razu ubrała. Usiadła kiedy doszło do niej, że nie ma nic na sobie. Była tylko owinięta kocem. I jak grom z jasnego nieba spadły na nią wydarzenia w ostatniej nocy. Jak spędziła ją namiętnie z blondynem. Nie żałowała tego. Bała się, że pierwszy raz może bardzo boleć lecz Draco był tak delikatny iż nie czuła tego bólu aż tak. A pierwszy jej orgazm był tak intensywny, że na pewno nie zapomni go do końca życia.
                 Odepchnęła od siebie myśli i postanowiła się ubrać by zejść na śniadanie. Miała tylko nadzieję, że uda jej się jeszcze coś zjeść. Ubrała się i chwilę później szła już w kierunku Wielkiej Sali. Uśmiechnięta i cała promieniejąca weszła do środka i usiadła przy swoim stole naprzeciwko swojej przyjaciółki. Zabrała z talerza ostatniego tosta i posmarowała go dżemem wiśniowym. Zabrała się za jedzenie. Rudowłosa z zaciekawieniem spojrzała na koleżankę pytająco unosząc brew do góry. Starsza udawała, że nic nie widzi byleby teraz nie musieć rozmawiać. Przecząco pokręciła głową co dla Ginny oznaczało iż porozmawiają później. W milczeniu zjadły i postanowił udać się na spacer. Pogoda dopisywała więc udały się w stronę jeziora.

-No to opowiadaj – zaczęła Gin. - Miałaś minę jak kot, który dobrał się do najlepszego mleka.
-Nie wiem czy powinnam mówić – odpowiedziała.
-Herm! Jesteśmy przyjaciółkami prawda? Myślałam, że nie mamy przed sobą żadnych tajemnic.
-Gin przecież wiesz, że tak. Jest mi dziwnie mówić o takich rzeczach zwłaszcza, że ty jednak masz większe doświadczenie w tych sprawach niż ja.
-O czym mówisz? - Zapytała Ruda.
-Spałam z Malfoyem Gin – powiedziała starsza. - Ja Hermiona Jane Granger straciłam dziewictwo z chłopakiem, którego kocham. Nie żałuję tej nocy lecz jest to dla mnie nie do pomyślenia. Kocham go dlatego się na to zgodziłam. No i byłam gotowa na ten pierwszy raz. Nie wiem tylko czy on coś do mnie czuje i zrobił to z miłości czy tylko by zaliczyć kolejną pannę. Niby mu zależy, ale ja nadal nie wiem co mam o tym sądzić.
-Mionka musisz z nim porozmawiać. Szczerze najlepiej. Ustalcie na jakim etapie jesteście. Określcie swoje relacje. Powiedz mi jeszcze czy wy się zabezpieczaliście?
-No tak. Rzucił na nas odpowiednie zaklęcie. Czytała o nim i wiem, że jest bardzo skuteczne jak się je odpowiednio wypowie. Myślisz, że nie zadziała? Nie wiem czy jestem gotowa by zostać teraz mamą.
-Hej, hej. Uspokój się ja tylko pytałam. I sama używał tego zaklęcia i ani raz mnie jeszcze nie zawiodło.

Uśmiechnęła się pocieszająco. Już nie poruszały tej sprawy. A panna Granger postanowiła wieczorem porozmawiać ze swoim chłopakiem i określić relację.

***
                Draco właśnie wracał samotnie z kolacji. Jego dziewczyna nie pojawiła się na dwóch ostatnich posiłkach. Nawet przez cały dzień jej nie widział jakby specjalnie go unikała. Zastanawiał się czy przypadkiem żałowała wspólnej nocy. Miał nadzieję, że jednak nie o to chodziło.
              Wszedł do salonu i postanowił udać się do dormitorium dziewczyny. Zapukał kilka razy do drzwi. Nikt mu nie odpowiadał więc bez pozwolenia wszedł do środka. Rozejrzał się po pomieszczeniu lecz nikogo nie znalazł. Ruszył więc do siebie z zamiarem rozebrania się i wzięcia prysznica, gdzie mógł spokojnie obmyślić plan poszukiwawczy.
Kilka chwil później stał już pod letnią wodą Stał tak przez dłuższy czas pozwalając mięśniom się odprężyć. Nie wiedział ile tak stał, lecz gdy usłyszał plusk i cichy dziewczęcy śpiew postanowił sprawdzić kto wraz z nim znajduje się w łazience.
Otworzył drzwi kabiny i okrywając się ręcznikiem rozejrzał się po pomieszczeniu. Zauważył swoją współlokatorkę. Zaklęciem przywołał kąpielówki, ubrał je i tak by go nie usłyszała podszedł do brzegu basenu. Uśmiechnął się widząc leżącą na materacu wodnym dziewczynę. Patrzała w zdobione sklepienie podśpiewując mugolską piosenkę o nieodwzajemnionej miłości. Usiadł spuszczając nogi do wody cały czas słuchając koleżanki. Wsłuchał się w jej śpiew chcąc usłyszeć piosenkę do końca. Zamknął oczy dla lepszego efektu . Nawet nie wiedział kiedy skończyła i podpłynęła do brzegu wciągają go do wody. Wypłynął na powierzchnie i groźnie spojrzał na winowajcę. Podpłynął do niej i złapał w pasie całując w szyję i powiedział.

-Gdzie byłaś cały dzień? Szukałem cię. I nie byłaś na żadnym z posiłków.
-Musiałam wszystko w samotności przemyśleć – odpowiedziała. - Bez udziału osób trzecich.
-Co przemyśleć? - Dopytywał.
-Wszystko Draco wszystko.
-Co znaczy wszystko? Czyżbyś żałowała, że poszłaś ze mną do łóżka? - Nie dawał za wygraną.
-Nie. Nie żałuję tego. Dobrze wiesz dlaczego.
-To co musiałaś przemyśleć? - Dalej pytał.
-Nas Malfoy.

Rzekła i podpłynęła na miejsce, gdzie mogła usiąść. Czekała na chłopaka aż do niej dołączy. I tak też zrobił. Usiadł obok lecz cały czas obserwował Hermionę.

-Co masz na myśli mówiąc nas? Czy masz zamiar z nas zrezygnować?
-Nie chcę rezygnować, ale chcę określić nasze relację. Ty wiesz co ja do Ciebie czuję, ale w odwrotną stronę to już nie działa. Wiem, że ci n mnie zależy i tylko tyle wiem. Nie mówisz o swoich uczuciach. Ni wiem czy nie jestem tylko Twoją chwilową zachcianką. Wiem jak potrafisz traktować dziewczyny. A ja nie chcę zostać potraktowana jak wszystkie inne.
-To nie chodzi o to. Ja po prostu...

I zamilkł. Nie wiedział jak i co ma powiedzieć.

-Tak jak myślałam.

Powiedziała. Wstała i zabrawszy ręcznik wybiegła z łazienki. Draco patrzał na odchodzącą dziewczynę. I gdy zamknęły się za nią drzwi pacnął się otwartą dłonią w twarz. Teraz to się pogrążyłem.

***

                Wbiegł do swojej sypialni trzaskając drzwiami i od razu je zabezpieczając odpowiednim zaklęciem. Ubrała się w koszulkę, która służyła jej za piżamę i położyła się na łóżko. Rozmyślała o całej tej sytuacji. Było jej przykro i smutno. Nie wiedziała co ma teraz z tym wszystkim zrobić.
                Usłyszała dobijanie się do drzwi i głośny głos blondyna. Nie zamierzała otwierać ani tym bardziej odpowiadać. Zignorowała to i wzięła ulubioną książkę do czytania. A w planach miała zamiar go unikać.
Nagle coś trzasnęło i chwilę później drzwi od jej sypialni znalazły się na podłodze. Spojrzała w tamtym kierunku i zobaczyła zdenerwowanego Malfoya ubranego w same spodenki z różdżką w ręku. Wszedł do środka i skierował się w stronę dziewczyny.

-Napraw drzwi i wyjdź z mojego pokoju – powiedziała nawet na niego nie patrząc.
-Nie ma takiej opcji Granger – odpowiedział. - Choćbym miał cię związać musisz mnie wysłuchać.
-Nie chcę i nie będę. Wyjdź albo wyrzucę cię sama.

Zamierzała wziąć swoją różdżkę lecz był od niej szybszy. Teraz trzymał jej magiczny atrybut. Swoim zaś związał ją niewidzialnymi linami i usiał obok.

-Przepraszam Granger za to milczenie w łazience i za związanie cie. Zaskoczyłaś mnie po prostu. Co mam ci powiedzieć. Wiem co do mnie czujesz i ja cię również lubię. Nawet bardzo. Na Tobie bardzo mi zależy i nie chcę cię stracić Granger. Jest mi z Tobą dobrze i nie wiem jak mam to opisać. Ale czuję, że z Tobą jest inaczej niż z tymi wszystkimi laskami, z którymi kiedyś sypiałem. Nie wiem co znaczy kocham bo nigdy tego ni doświadczyłem i nie potrafię tego okazać. Nie wiem co to miłość i nie wiem jakie są jej objawy.
-Miłość Malfoy to uczucie, gdy martwisz się bardziej o tą drugą osobę niż o siebie. I cały czas chcesz ją widzieć nie zależnie od przeciwności losu. To kłótnie i godzenie się. Łzy i uśmiechy. Trzymanie za rękę i pomaganie nawet w chorobie.
-Czyli to wszystko między nami od pierwszej klasy to miłość?
-Nie Draco. To była nienawiść. Ale jak mówią nienawiść tworzy miłość.
-Wybaczysz mi więc to wszystko jeszcze raz? A ja zrobię wszystko byś już więcej nie odczuła braku kłótni, godzenia, łez i uśmiechów.
-Oh Draco Draco. Za to związanie nie powinnam ci wybaczać.

Uśmiechnęła się. Nie mogła się podnieść więc niemo poprosiła go o rozwiązanie. Z wahaniem w końcu to zrobił. Przyciągnął ją do siebie i bardzo mocno przytulił. Delikatnie pocałował w usta. Nie chciał nic więcej więc się odsunął i naprawił drzwi by móc następnie położyć się wraz z dziewczyna by razem spokojnie spać.